Milana Dereberya

Mam 14 lat. Powinnam teraz uczyć się, spotykać z koleżankami i marzyć o przyszłości. Zamiast tego od kilku lat żyję w świecie szpitalnych korytarzy, badań i kroplówek. Moja choroba nie odpuszczała… aż do teraz. W końcu usłyszałam słowa remisja ale… to nie koniec walki. Błagam — pomóżcie mi postawić ten ostatni krok. Pomóżcie mi po prostu żyć.
Cel Zbiórki:
Historia Milany
Jak się to zaczęło? Historia oczami mamy
Trzy dni, które dzieliły nas od tragedii
Wszystko zaczęło się od niewinnego bólu pleców w marcu 2019 roku. Nikt nie przypuszczał, że to pierwsze sygnały śmiertelnego niebezpieczeństwa. Przez długie miesiące szukaliśmy przyczyny, podczas gdy wróg rósł w siłę wewnątrz klatki piersiowej Milany.
Kiedy trafiłyśmy do szpitala, Milana nie miała już siły wstać z łóżka. Badanie USG ujawniło przerażającą prawdę:
Płuca zalane płynem: Organizm przestał radzić sobie z oddychaniem.
Ogromny guz: Masa nowotworowa w klatce piersiowej była tak duża, że przemieściła serce na prawą stronę.
Diagnoza-wyrok: Neuroblastoma IV stopnia – jeden z najgroźniejszych nowotworów dziecięcych.
Słowa lekarzy do dziś brzmią w moich uszach: „Gdybyście przyjechali 3 dni później, córka by nie przeżyła”. To był ostatni moment na ratunek. Rozpoczęła się mordercza walka o życie, która trwa do dzisiaj.
Aktualna sytuacja: Remisja to nie koniec walki
Osiągnęliśmy coś, co graniczy z cudem: remisję po czwartej wznowie neuroblastomy. To słowo jest dla mnie jak pierwszy oddech po długim zanurzeniu. Jak światło, które przebija się przez lata ciemności. Ale w mojej chorobie — Neuroblastomie IV stopnia — remisja bywa złudna. Bez dodatkowej broni, wróg może wrócić w każdej chwili.
Teraz zaczyna się najważniejszy etap: walka o to, by choroba odeszła na zawsze. Lekarze dają mi szansę, której nie ma nigdzie indziej w Europie. To innowacyjna szczepionka przeciwko wznowie, dostępna wyłącznie w klinice w Nowym Jorku. Jej zadaniem jest „wyszkolenie” mojego organizmu, by sam potrafił zniszczyć każdą komórkę nowotworową, zanim ta zamieni się w kolejny guz.
To jedyna droga, bym po raz pierwszy od lat przestała żyć w paraliżującym strachu przed jutrem. Jesteśmy tylko we dwie — ja i mama. Widzę w jej oczach lęk, którego nie da się ukryć, ale widzę też determinację. Mama wierzy, że ten ostatni krok w Nowym Jorku zamknie rozdział szpitali i kroplówek raz na zawsze. Ja też chcę w to wierzyć.
